N A P R Z E C I W

wystawy
artyści



Ewa Matuszewska

"Trening"

19 lutego 2006

Ewa Matuszewska urodziła się w 1984 w Gliwicach.
Studiuje fotografie w Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu.
Jest autorką wielu prezentacji. W styczniu tego roku wzięła udział w wystawie Junge Kunst aus Dresden, Doppel De Galerie w Niemczech.



Fragment rozmowy z artystką o przygotowywanej prezentacji.

Mikołaj Poliński: Mogłabyś trochę więcej powiedzieć o formie i idei "Treningu"?

Ewa Matuszewska: Trening, lecz w domyśle interpersonalny, nie sportowy. Gra jako rozmowa, relacja. Trenujemy. Makieta idealnym miejscem dla trenującej społeczności.

Mikołaj Poliński: Możesz to rozwinąć?

Ewa Matuszewska: Idealna, perfekcyjna, doskonała - taka makieta, jakie dążenia jej mieszkańców. Moja makieta jest bardziej ludzka. Zgoda na jej niedoskonałość jest jedyną szansą dla gracza na wydostanie się z niej.

Mikolaj Polinski: "Trening" jest szczególną metaforą rozmowy?

Ewa Matuszewska: Tak. Jest bezpieczną formą kontaktu. Zapewnia brak ryzyka wielkiej przegranej. Poza tym jest "tylko treningiem". To porównanie szczególnie dotyczy płytkich relacji, w których zawsze można "zmienić pokój".

Mikolaj Polinski: W kilku Twoich pracach pojawiał się aspekt "rozmowy". Jestem ciekawy jak postrzegasz swoje realizacje, mogłabyś coś więcej powiedzieć o ich wspólnych polach?

Ewa Matuszewska:W moich pracach liczy się człowiek, jego relacje z innymi ludźmi. Często są one ciężkie, uzbrojone, pełne barier, wzajemnej obserwacji, czasem bardzo powierzchowne. Często nie pozostawiają powietrza. Staram się ustawiać człowieka w pewnym układzie, który determinuje i/lub prowokuje jego pozycję w pracy. Rozmowa jest tu po prostu formą kontaktu, bardzo istotna staje się obecność lub brak kontaktu wzrokowego. Zależy mi na wywołaniu pewnego wrażenia: opresji, bezpieczeństwa, oczekiwania...

Mikolaj Polinski: Jak sytuujesz w prezentowanej pracy takie pojęcia jak "bezpieczeństwo", "opresja"?

Ewa Matuszewska: Co prawda te pojęcia nie były punktem wyjścia do tej pracy, jednak sama zadaję sobie pytanie o granice bezpieczeństwa i opresji, kiedy myślę o skali makiety. Makieta jest bezpieczna, jeśli patrzymy na nią z góry, z punktu widzenia obserwatora. Ale co się dzieje, gdy pewne sygnały sugerują, że być może my też jesteśmy fragmentem makiety? Makieta w makiecie. Gdzie kończy się makieta? Gdzie się zaczyna? Na ile burzymy makietę a na ile stajemy się jej potwierdzeniem?


Click a picture to see a larger view.



2009 © NAPRZECIW